Będąc na wycieczce w Dreźnie kupiłam sobie 2 przecudowne artbooki Ariny Tanemury (
1,
2) łącznie kosztowały mnie 41 Euro ale dla pani, która jako pierwsza wciągnęła mnie w magiczny świat mangi i dała takie cudowne dzieciństwo, warto było. Zwłaszcza, że w Polsce nie ma takich... :(
Zainspirowana jej pracami zrobiłam z okazji dnia chłopaka taki oto rysunek
(a4, szkicownik z Derwenta, cienkopis, biały żelopis i promarkery)
Mateusz wpatrywał się w to i wpatrywał i nie mógł uwierzyć mi, że to jest wykonane własnoręcznie, mazaczkami.
Etykiety: traditional